piątek, 3 kwietnia 2009

Chinol


Makaron sojowy rozmaitości? Do diaska, przecież sama nazwa powinna spowodować zapalenie się czerwonej lampki. Już nigdy, kierwa, w życiu.

5 komentarzy:

pjp pisze...

Hahahahaha! Taki Prima Aprilis Ci zrobili.

Piotrek pisze...

Zjadłeś chińszczyznę a rzygasz japońszczyzną ?

Tak czepiam się P;

jaszczu pisze...

Chinol to potoczne określenie.
A te fastfoody to chyba najczęściej Wietnamczycy robią u nas.
Rzygam azjatczyzną:P

Gonzo pisze...

pałaszowaliśmy dziś z Olą w Kantonie przy Palladium. drożej niż w wietnamcach, ale i atrakcji nie ma.

jaszczu pisze...

E no, pewnie, że w eleganckich restauracjach to jest dobre żarło. Ja się strułem jakąś padliną zamówioną w robocie, z jakiejś zatęchłej budy. Przeważnie omijam szerokim łukiem kącik fastfoodziarzy i idę na tradycyjny polski obiad na stołóweczkie. Ale tego dnia się nie wyrobiłem, byłem głodny, fastfoodziarze zamawiali, skusiłem się i bach!